Zmiana kursu. Z Tokio do Las Vegas.

Eryk Apresyan | 22.10.2018 Adobe Stock

Pięć lat z rzędu na Mistrzostwach Polski nie znalazłem godnego siebie rywala. Pięć lat – pięć tytułów. W międzyczasie medal Mistrzostw Europy i Świata. Czułem się mocny. Bardzo mocny. Nie bałem się żadnego przeciwnika i systematycznie dążyłem do wyznaczonego celu, jakim było podium na Igrzyskach w Tokio w 2020 roku…

Dziś już wiem, że medalu olimpijskiego nie zdobędę. Jest to moja świadoma decyzja i jej podjęcie przyszło mi cholernie ciężko. Zrezygnowałem z pogoni za swoim największym marzeniem. W zamian otworzyłem zupełnie nowy rozdział w swoim życiu i karierze. Przedefiniowałem własne cele i marzenia. Jak? Dlaczego? Pozwólcie, że opowiem moją historię od początku…

W wieku 8 lat byłem raczej otyłym dzieciakiem, który ze sportem miał niewiele wspólnego. Pewnego dnia mój ojciec zdecydował, że dość już nadmiernych kilogramów i czas coś z tym zrobić. Jako, że sam jest pasjonatem boksu zabrał mnie do bydgoskiego Zawiszy, gdzie prężnie działała sekcja bokserska. Ojciec od samego progu zapytał o najlepszego trenera. Wybór padł na najstarszego – Adama Koźlika. W rezultacie dołączyłem do grupy komercyjnej, trenującej na hali Astorii pod jego okiem. Na zajęciach mało było boksu, więcej ćwiczeń ogólnorozwojowych. W ciągu czterech lat nauczyłem się tylko skakać na skakance i zgubiłem kilka zbędnych kilogramów. Czułem niedosyt. Choć z drugiej strony rozumiem podejście trenera. Był to czas na zabawę i nie chciał on nas zniechęcić zbyt szybko do boksowania.

Przez długi czas nie mogłem się pogodzić z takim stanem rzeczy, a na swój srebrny medal nie patrzyłem przez dwa miesiące. Był to pierwszy raz, gdy ring doprowadził mnie do łez.

Po rozpadzie grupy wróciłem na Zawiszę pod skrzydła trenera Pawła Matuszewskiego. Więcej tu było zajęć stricte bokserskich. Z czasem pojawiły się też pierwsze sparingi. Dużo w tym okresie zawdzięczałem swojemu ojcu. Był on ze mną zawsze na sali i motywował w chwilach zwątpienia. Mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie on, nie zaszedłbym tu, gdzie jestem.

Archiwum prywatne | Las Vegas to mój nowy dom

Swoją pierwszą walkę pokazową stoczyłem w wieku 13 lat z zawodnikiem o 2 lata starszym. Nigdy w życiu tak się nie bałem. Wiedziałem, że od teraz zabawa się skończyła. Pomimo jeszcze skromnych umiejętności bokserskich, swoją siłą zmusiłem sędziego do liczenia przeciwnika. Próba charakteru zaliczona. Mój kolejny rywal również był starszy i o pół głowy wyższy ode mnie. Byłem zestresowany do tego stopnia, że odczuwałem bóle w żołądku, a przed samym wyjściem na ring zwymiotowałem. Nie przeszkodziło mi to jednak w odniesieniu zwycięstwa i tym razem. Krocząc od wygranej do wygranej, pod koniec 2013 roku przyszedł czas pierwszej poważnej weryfikacji. Mistrzostwa Polski. Najlepsi zawodnicy z kraju w jednym miejscu. Każdy ciężko pracował przez cały rok, żeby się tu znaleźć i powalczyć o tytuł. Przez turniej przeszedłem zaskakująco łatwo. Wszystkich rywali pokonałem przed czasem docierając do finału i inkasując swoje pierwsze złoto. Passę podtrzymałem też rok później, udanie broniąc zdobytego tytułu.

Najlepszym czasem w mojej dotychczasowej karierze był jednak rok 2015. Do kolejnego tytułu Mistrza Polski doszły także sukcesy na arenie międzynarodowej. Najpierw w maju, we Lwowie, dotarłem do finału Mistrzostw Europy Juniorów. Na mojej drodze do najwyższego stopnia podium stanął Irlandczyk Jason Harty. Byłem przekonany, że na przestrzeni trzech rund to do mnie należała inicjatywa. Zadawałem więcej ciosów, byłem precyzyjny, a rywal ograniczał się do walki na dystansie i klinczowania. Ku mojemu zdziwieniu, przy werdykcie sędzia ringowy do góry podniósł rękę rywala. Przez długi czas nie mogłem się pogodzić z takim stanem rzeczy, a na swój srebrny medal nie patrzyłem przez dwa miesiące. Był to pierwszy raz, gdy ring doprowadził mnie do łez.

Boks sprawiał mi coraz mniej przyjemności, a rok 2017 to ciąg dalszy rutyny. Zdawałem sobie sprawę, że aby odnosić jeszcze większe sukcesy potrzebuję radykalnej zmiany.

Moja druga szansa nadeszła we wrześniu na Mistrzostwach Świata Juniorów w Sankt Petersburgu. Także w Rosji udało mi się dotrzeć do strefy medalowej. W walce półfinałowej lepszy okazał się późniejszy złoty medalista, Rosjanin Edgard Tsambov. Tym razem musiałem zadowolić się brązowym krążkiem. Po powrocie do kraju, jako medalista Mistrzostw Europy i Świata dostałem zaproszenie do Ministerstwa Sportu. Czekał na nas poczęstunek. Mój trener dostał krawat, a ja piłeczkę, opaskę na rękę oraz długopis z podpisem Ministerstwa. Pomyślałem wtedy: „naprawdę tak chcecie nagradzać sportowców za odnoszone sukcesy?!” Upominki przyjmowałem z niedowierzaniem i zażenowaniem. Za trudy swojej pracy, ciężko przepracowane miesiące, okraszone medalami dla Polski na najważniejszych zawodach spodziewałem się czegoś więcej… Dodatkowo od miasta i Marszałka otrzymałem nagrodę o równowartości 500 zł. Nie ukrywam, że był to moment dużego zwątpienia w sens tego, co robię.

W roku 2016 do Mistrzostw Polski przystępowałem jako faworyt, jedyny chłopak na całym turnieju, który miał medale Mistrzostw Świata i Europy. Był to dodatkowy stres, przez który nie czułem się komfortowo. Na szczęście i tym razem udało się obronić złoto. Tak dobrze, jak rok wcześniej nie poszło już na arenie międzynarodowej. Udział w Mistrzostwach Starego Kontynentu, podobnie jak Globu, skończyłem na ćwierćfinale. W tym okresie do lepszych wyników zabrakło mi zdecydowanie motywacji. Jeżdżenie po zawodach stało się rutyną i nie czerpałem już z tego zbyt wiele przyjemności. Z tyłu głowy miałem myśl, że nawet gdyby udało mi się odnieść sukces, nie wiązałoby się to z należytą gratyfikacją. Dodatkowo na Mistrzostwach Europy zostałem ponownie pokrzywdzony. Tym razem za sprawą sędziego ringowego, który bez powodu odjął mi 2 punkty, przez co przegrałem u czterech sędziów w stosunku 30-28. Powoli zacząłem się przyzwyczajać, że walcząc na światowych ringach pod polską flagą, aby wygrać trzeba znokautować. Pozycja Polskiego Związku Bokserskiego w strukturach AIBA zdaje się być bardzo słaba.

Archiwum Prywatne | Las Vegas, z moim sparingpartnerem – Jose Bryan Vasquez Flores

Boks sprawiał mi coraz mniej przyjemności, a rok 2017 to ciąg dalszy rutyny. Zdawałem sobie sprawę, że aby odnosić jeszcze większe sukcesy potrzebuję radykalnej zmiany. Nasz rodzimy związek nie jest w dobrej kondycji pod żadnym względem. Osobiście brakowało mi sparingów ze światową czołówką. Jako kadra jeździliśmy co prawda na zawody, ale niejednokrotnie walczyliśmy z zawodnikami drugorzędnymi. Coraz częściej przypatrywałem się jak wygląda sytuacja rówieśników w takich mocarstwach bokserskich jak Rosja czy Stany Zjednoczone. Pierwsza okazja, żeby przekonać się o tym na własne oczy nadarzyła się w maju, cztery dni po zdobyciu piątego z rzędu tytułu Mistrza Polski.
Do Stanów Zjednoczonych poleciałem przypadkiem. Była to prywatna inicjatywa. Mój trener z kadry – Jarosław Przygoda wspominał o wyjeździe do siostry, a moja wiza miała akurat ostatni rok ważności. W ciągu dwóch miesięcy zorganizowałem się i zebrałem fundusze na wyjazd. Uważam, że oprócz turniejów i obozów organizowanych przez Polski Związek, warto poszerzać horyzonty na własną rękę. Najpierw zwiedziliśmy sale treningowe w San Francisco, a następnie udaliśmy się do Kalifornii, do mojego wuja. W Las Vegas i Los Angeles poziom jest bardzo wysoki, a rywalizacja olbrzymia. To tutaj są najmocniejsze stajnie bokserskie na całym świecie. Udało mi się sparować z kilkoma naprawdę dobrymi zawodnikami. Klimat panujący na salach jest fantastyczny i przypomina ten z hollywoodzkich superprodukcji jak „Rocky” czy „Za wszelką cenę”. To właśnie wtedy w mojej głowie pierwszy raz pojawiła się myśl, że może ja też dostanę kiedyś wielką szansę na zawodowym ringu, podobnie jak Rocky Balboa w walce z Apollo Creedem.

Po powrocie zza oceanu wróciłem do ciężkiej pracy. Wyjazd do Stanów dał mi dodatkowego kopa i motywację, której brakowało w ostatnim czasie. Jak to już bywało kilkukrotnie w mojej karierze, rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię. Podczas mocno obsadzonego turnieju Brandenburg Cup, w walce z Rosjaninem Osmanem Aliyeven, sędziowie znowu dali o sobie znać. Moim zdaniem sędziowanie w boksie amatorskim to zjawisko bardzo patologiczne. Często liczą się układy, a nie umiejętności, przez co wielu zawodników przedwcześnie kończy swoje kariery. Kulminację tego zjawiska widzieliśmy chyba na turnieju olimpijskim w Rio de Janeiro. Nie brakowało tam skandalicznych werdyktów. Ofiarą arbitrów punktowych spod szyldu AIBA padł między innymi faworyt do złota w kategorii koguciej – Michael Conlan. To samo przydarzyło się w finale kategorii ciężkiej reprezentantowi Kazachstanu – Vassiliemu Levitowi. Obaj zostali okradzeni z olimpijskich marzeń na rzecz Rosjan…

Nie zrażając się rzeczami, na które nie mam wpływu, dwa tygodnie później udało mi się wygrać mocno obsadzony turniej międzynarodowy braci Kliczko. Dodało mi to pewności siebie przed kolejnym występem na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy. Europejski czempionat nie potoczył się jednak po mojej myśli. Mimo iż nie byłem w najlepszej dyspozycji i wiem, że ta walka mi nie wyszła – ponownie uważam werdykt sędziów za kontrowersyjny.

Trener zawsze jest przy zawodniku, podaje wodę, motywuje i mówi wprost „Ty zostaniesz Mistrzem Świata”.

Od stycznia 2018 przyszło mi boksować w grupie seniorów. Od początku roku miałem kłopot ze stabilizacją wagi. Zbijałem 5-6 kilogramów do walki w ciągu zaledwie jednego tygodnia, po czym przybierałem je jeszcze szybciej. Mój organizm był przeforsowany. Przed samymi Mistrzostwami Polski nasiliło się ogólne osłabienie i pojawiły zawroty głowy. Lekarz kategorycznie zabronił mi występu. Wykorzystałem dodatkowy czas na przemyślenia nad własną przyszłością. Zainwestowałem w dietetyka i trzymałem się ścisłej diety. Więcej czasu poświęciłem na stretching i mobilizację własnego ciała. Cały czas czułem jednak, że do dalszego rozwoju potrzebuję dodatkowego impulsu…

Bardzo chciałem pojechać na Igrzyska Olimpijskie. To było moje największe marzenie od kiedy pierwszy raz, jeszcze jako otyły chłopiec przekroczyłem próg sali treningowej na bydgoskim Zawiszy. Z każdym treningiem, z każdym zwycięstwem i z każdym medalem przybliżałem się do swojego celu. Celu, który cały czas był jednak bardzo odległy. Mogłem dalej łudzić się, że będę olimpijczykiem, bądź już teraz zrobić pierwszy krok ku zawodowstwu… Wiedziałem już, czego mogę się spodziewać za oceanem. Widziałem na własne oczy różnicę w infrastrukturze, w podejściu do zawodników oraz w jakości sparingpartnerów. Na moją decyzję wpływ miała też z pewnością kondycja Polskiego Związku Bokserskiego, brak spodziewanych gratyfikacji za odnoszone sukcesy oraz patologiczne werdykty arbitrów na najważniejszych rangą zawodach boksu amatorskiego. Po raz kolejny zorganizowałem się bardzo szybko. Miesiąc po podjęciu decyzji byłem już u swojego wuja w Las Vegas, a następny dzień spędziłem na sali treningowej wśród zawodowców. Obecnie pracuję z najlepszymi trenerami. Jednym z nich jest Kubańczyk Joel Casamayor, były Mistrz Olimpijski i trzykrotny Mistrz Świata w dwóch różnych kategoriach wagowych. Trener zawsze jest przy zawodniku, podaje wodę, motywuje i mówi wprost „Ty zostaniesz Mistrzem Świata”. Wszyscy żyją tutaj boksem na 100%. Na treningach pracują z wielką pasją. Sparingi mam praktycznie codziennie i z dnia na dzień widzę progres w swoich poczynaniach.

Archiwum prywatne | Las Vegas, po sparingu z Jessie Vargas’em – byłym Mistrzem Świata organizacji WBO i WBA

Obudził się we mnie duch walki, którego brakowało mi przez ostatnie 2 lata. Mam nowe cele. Zrezygnowałem z Igrzysk Olimpijskich, ale marzę o sukcesach w boksie zawodowym. Wierzę, że ze swoimi umiejętnościami oraz zapleczem, jakie mam w Las Vegas mogę osiągnąć wiele. Mój Amerykański sen właśnie się rozpoczyna i z pewnością bokserski świat jeszcze o mnie usłyszy!

Znaczek
Eryk Apresyan 22.10.2018
Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.