Wygrałam życie

Joanna Dorociak | 08.01.2019 Marta Brodziak photography

Odkąd pamiętam byłam bardzo ruchliwym dzieckiem. Już wtedy wiedziałam, że będę uprawiać jakiś sport, jednakże nie miałam pojęcia, że to właśnie wioślarstwo będzie tą dyscypliną, której poświęcę cały mój czas i nadmiar energii.

Kiedy miałam 12 lat, wraz z rodzicami zaczęliśmy szukać dyscypliny dla mnie. W grę wchodziły biegi, koszykówka oraz dzięki szkolnemu naborowi, również wioślarstwo. Do tej pory wiele osób pyta się mnie, dlaczego wybrałam właśnie wioślarstwo?! Powiem szczerze, że wybór dziecka jest prosty – tam, gdzie idą twoi kumple, idziesz i ty. Dlatego po namowach przyjaciół rozpoczęłam treningi w klubie WTW Warszawa, z którym jestem związana do tej pory.

Przeczytaj także

Po kilku latach zabawy w wiosła, przyjaciele zrezygnowali z treningów, a ja jako jedyna z naboru zostałam. Weszłam do starszej grupy dziewczyn- bardzo ambitnych, silnych i motywujących mnie do ciężkiej pracy. Wiele z nich było wówczas w kadrze juniorów oraz kadrze młodzieżowej. Chcąc im dorównać, trenowałam ciężej i ciężej, aż sama zaczęłam jeździć na zgrupowania reprezentacji juniorów. Czas, który z nimi przetrenowałam był punktem zwrotnym w mojej karierze. Poziom w naszej grupie był bardzo wysoki dzięki motywowaniu się wzajemnie do treningu. Myślę, z perspektywy czasu, że gdyby nie te dziewczyny i chęć dorównania im, nie byłabym dziś w tym miejscu, w którym jestem. Na pewno dały mi mocnego kopniaka i nauczyły ciężkiej pracy, bez której nie ma szans na osiągnięcie czegoś WIELKIEGO w sporcie. Obecnie, z różnych powodów, każda porzuciła wyczynowy sport. Jednakże nasza sportowa przyjaźń przetrwała i mimo pracy oraz licznych obowiązków pielęgnujemy naszą znajomość najlepiej jak potrafimy. W końcu sportowe więzi łączą najmocniej i w moim przypadku się to sprawdza.

Po pewnym czasie medale z Mistrzostw Polski przestały być moim głównym celem, a stał się nim wyjazd na Igrzyska Olimpijskie do Rio de Janeiro.

W 2010 roku rozpoczęłam przygodę z reprezentacją Polski. Z początku juniorów, młodzieżową, aż w 2014r. pierwszy raz wystartowałam na arenie międzynarodowej w kadrze seniorów. Krok po kroku dojrzewałam jako sportowiec, nabierałam doświadczenia i obycia. Nie jestem jedną z tych, które bardzo szybko osiągają sukces. U mnie wszystko szło powoli.

Archiwum Prywatne | Z kategorii pierwsze sukcesy – złoty medal zdobyty na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski w kategorii W4x

Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po pewnym czasie medale z Mistrzostw Polski przestały być moim głównym celem, a stał się nim wyjazd na igrzyska olimpijskie do Rio de Janeiro. W 2014 oraz 2015 roku wraz z Weroniką Deresz stanęłyśmy na ostatnim stopniu podium na Mistrzostwach Europy w dwójce podwójnej wagi lekkiej. Stoper pokazywał satysfakcjonujące prędkości. Uwierzyłyśmy, iż zdobycie upragnionej kwalifikacji jest w naszym zasięgu. W 2015 roku, zajęłyśmy 8 miejsce na Mistrzostwach Świata, co dało nam przepustkę do Rio. Cieszę się, że mogłam się przyczynić do powrotu, po ośmiu latach nieobecności, dwójki wagi lekkiej na arenę olimpijską. Istotny jest fakt, iż wioślarze robiąc kwalifikację, robią ją dla danego typu łodzi, w moim przypadku dwójki podwójnej kategorii lekkiej. Oznacza to tym samym, że nie są one imienne, a na igrzyskach ktoś inny może zająć twoje miejsce w osadzie.

W naszej grupie trenowały wówczas trzy dziewczyny: ja, Wera oraz Martyna Mikołajczak. Po ciężkim sezonie, do końca nie było wiadomo kto pojedzie do Rio. Rywalizacja toczyła się pomiędzy mną, a Martyną, a ostateczną decyzję trener wydał po III Pucharze Świata. Na igrzyska miałam jechać ja z Werą. Nastąpiła ponowna radość, jak po zdobyciu kwalifikacji olimpijskiej. Dałam radę!!!

Marta Brodziak Photography | W pełnym skupieniu, które jest kluczem do stawania się lepszym sportowcem

Rozpoczęły się ciężkie przygotowania do najważniejszego startu w życiu! Zgrupowanie mijało owocnie do czasu, aż nagle na treningu zdrętwiała mi prawa ręka. Była mocno obrzęknięta. Nie byłam w stanie dokończyć treningu… Rozpoczął się mój koszmar…

Do wylotu do Rio zostało kilka dni. Z dużym bólem wykonałam jeszcze dwa niepełne treningi, aż do momentu, kiedy ręka napuchła mi do takich rozmiarów, że nie byłam w stanie wiosłować… Jak każdy sportowiec nie chciałam odpuścić, dać za wygraną.  Odebrawszy „wyprawkę” olimpijską, gdyż wciąż miałam nadzieję, że sen o Rio nie pryśnie, pojechałam z wynikami krwi do Poznania, zrobić badanie usg.

– „Przykro mi, że to właśnie ja muszę Cię o tym informować – masz zakrzep w żyle podobojczykowej prawej”.

Po tych słowach lekarza cały świat wywrócił mi się do góry nogami.

W mgnieniu oka zamieniłam walkę z rywalami na torze, na walkę o wiele trudniejszą – walkę o własne życie. Od razu zostałam przekierowana do szpitala w Poznaniu, na oddział naczyniowy.

Czułam wtedy Waszą obecność i to było dla mnie najważniejsze. Tego najbardziej potrzebowałam.

Był to trudny czas, ale zniosłam go nad wyraz dobrze. Przed wszystkim dzięki mojej rodzinie oraz chłopakowi i przyjaciołom, którzy wspierali mnie na każdym kroku. Również dzięki lekarzom, którzy zrobili wszystko, żebym wyzdrowiała i mogła wrócić do wyczynowego uprawiania sportu.  W szpitalu, mimo tragedii, która mnie spotkała, wciąż się uśmiechałam. A wszystko dzięki tym ludziom, którzy byli przy mnie w tym trudnym dla mnie czasie. Niektórzy osobiście, inni wspierali mnie telefonicznie bądź wysyłając liczne SMS-y. Czułam wtedy Waszą obecność i to było dla mnie najważniejsze. Tego najbardziej potrzebowałam. Nie dawaliście mi nawet chwili na rozmyślenia o tym, co straciłam. Okres rekonwalescencji trwał ponad 3 miesiące.

Archiwum Prywatne | Pielęgnujemy naszą przyjaźń. Z najlepszymi 🙂

Pewnie zastanawiacie się: a co z igrzyskami? Moje miejsce w osadzie zajęła Martyna. Wraz z Werą zajęły 7 miejsce, co uważam za bardzo dobry występ. Czy oglądałam zmagania w Rio? Szczerze, starałam się nie oglądać. Jednakże starty Polaków w wioślarstwie oglądałam i kibicowałam. Nie mogłabym przegapić niesamowitego startu dwójki podwójnej Fularczyk/Madaj zdobywającej złoty medal oraz czwórki podwójnej sięgającej po brąz. To były dla wioślarzy bardzo udane igrzyska!

Powrót do wyczynowego sportu był dla mnie bardzo trudny. Przez długi czas nie wiedziałam na czym stoję. Każdy lekarz to inna diagnoza. W końcu postanowiłam zaufać ordynatorowi ze szpitala, w którym byłam leczona. Uznał on, że jestem w stanie dalej trenować i się rozwijać. Pamiętam pierwsze treningi po przerwie. Byłam wtedy bardzo niespokojna. Często robiąc ćwiczenie patrzyłam na prawą rękę, dotykałam, sprawdzałam czy nie drętwieje. To był rodzaj fobii… Czasem budziłam się z lękiem w środku nocy. Rozpoczęłam wówczas pracę z psychologiem. Uważam, że była to jedna z kluczowych decyzji, dzięki której zmieniłam się zarówno jako sportowiec, ale i człowiek.

Julia Kowacic photography | Nasz debel ujęty z góry – III Puchar Świata Lucerna 2018

Zaczęłam pracować nad pewnością siebie, nad poprawnym oddechem, relaksacją. Z pomocą psychologa, budowałam w sobie na nowo sportowca, ale doskonalszego, dużo bardziej świadomego własnej wartości i tego, co rzeczywiście chce osiągnąć.

Nie wygrałam Rio, ale wygrałam coś dużo cenniejszego – ŻYCIE

Bardzo mocno zaczęłam wierzyć w moc psychologii sportu. Sezony 2017 i 2018 były najlepszymi do tej pory w mojej karierze. Zdobyłam cztery medale Pucharu Świata – dwa złote, srebrny oraz brązowy, zarówno w jedynce jak i w dwójce. Rok po Rio zajęłam 4 miejsce na Mistrzostwach Świata w Sarasocie na Florydzie w dwójce podwójnej wagi lekkiej. Był to mój najlepszy dotychczasowy wynik w Czempionacie. Jednakże to rok 2018 uważam za najbardziej przełomowy. Nigdy nie czułam się tak pewna siebie, zdeterminowana i świadoma swoich umiejętności jak w tym sezonie, a to dzięki wygranym zarówno na arenie polskiej, jak i na Pucharze Świata, w kategorii jedynki wagi lekkiej. W kategorii dwójki podwójnej wagi lekkiej, wraz z Werą, sięgnęłyśmy po złoty medal na III Pucharze Świata oraz srebrny na Mistrzostwach Europy.

Julia Kowacic photography | My ze złotym medalem Pucharu Świata. Radość, pot i łzy wzruszenia. Lucerna 2018.

Cieszę się, że mogę podzielić się z wami moją historią. Myślę, że może być ona inspiracją dla wielu z was, borykających się z ciężkimi kontuzjami i myślami, że to co najlepsze macie już za sobą. Staram się patrzeć na tragedię, która mnie dotknęła z perspektywy szansy i wygranej. Nie wygrałam Rio, ale wygrałam coś dużo cenniejszego – ŻYCIE. Powróciłam do sportu z podwójną siłą, mocniejsza psychicznie, bogatsza o pewne doświadczenia, które mnie ukształtowały. Jednakże wiem, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie ludzie, którzy byli i są dalej przy mnie. Wciąż dają mi siłę i są ze mną zarówno w tych pięknych, jak i ciężkich chwilach. Jestem ogromną farciarą, że ich mam. Życzę każdemu z Was takich ludzi wokół siebie.

Znaczek
Joanna Dorociak 08.01.2019
Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.