Siatkarski Globtroter

Nikola Kovacevic | 15.10.2018 Łukasz Trzeszczkowski / newspix.pl
Po wersję angielską kilknij tutaj / For English version click here

Po 6 latach przerwy wróciłem do Polski. Bardzo się z tego cieszę, gdyż poprzedni pobyt w kraju nad Wisłą wspominam wyjątkowo miło. W Rzeszowie przecież udało mi się zdobyć mistrzostwo. Od tamtego czasu w moim życiu sporo się jednak wydarzyło.

Kilkukrotnie zmieniałem kluby i wiele podróżowałem. Grałem w dość egzotycznych ligach – chińskiej i irańskiej. To wszystko spowodowało, że w moim paszporcie ciasno już od pieczątek, a wielu uznaje mnie za kosmopolitę. Owszem, lubię podróżować, poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Jednak nie to jest głównym powodem mojej tułaczki. Staram się, aby moje decyzje były zawsze logiczne i dobrze przemyślane. Wykorzystuję okazje jakie proponuje mi los i robię to, co w danej chwili uważam za słuszne. Nawet, jeśli wiążę się to ze zmianą kraju. Nawet, jeśli robię to co rok. Tym oto sposobem w swojej karierze grałem w siatkówkę w 17 profesjonalnych klubach oraz w 10 różnych krajach.

Gdzie się żyło, a gdzie grało najlepiej? Co wspominam miło, a co niekoniecznie? Zapraszam do mojej osobistej dziesiątki:

W 2003 roku jako 20-latek zdobyłem Mistrzostwo Serbii. Najwyższe możliwe osiągnięcie dla sportowca w kraju. Nadszedł czas, aby pomyśleć o karierze międzynarodowej.

Serbia

Urodziłem się w serbskiej miejscowości Kraljevo. Tu, bardzo wcześnie rozpocząłem przygodę z siatkówką. Próbowałem też swoich sił w piłce nożnej, jednak mój ojciec i wuj byli zawodowymi siatkarzami, dlatego ścieżka mojej kariery mogła być tylko jedna. Od pierwszego treningu u boku trenera Dusana Boskovica wiedziałem, że chcę iść w ślady ojca i grać profesjonalnie. Moim marzeniem z dzieciństwa był występ na Igrzyskach Olimpijskich. Spełniłem je dwukrotnie. Szybko się rozwijałem, przechodząc przez wszystkie szczeble młodzieżowych reprezentacji Serbii. Wkrótce Kraljevo było dla mnie za małe. Aby dalej się rozwijać przeniosłem się do stolicy i związałem kontraktem z klubem Crvena Zvezda. Miałem wtedy 16 lat. Opuszczając miasto rodzinne towarzyszył mi strach i wiele wątpliwości. Nie miałem jednak wyjścia. Już wtedy zdawałem sobie sprawę, że chcąc osiągnąć swój cel i dalej podnosić umiejętności, muszę podjąć decyzję o przenosinach. Kraljevo jest oddalone od Belgradu zaledwie 2 godziny drogi. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w przyszłości będę się przenosił znacznie częściej i znacznie dalej…

W 2003 roku jako 20-latek zdobyłem Mistrzostwo Serbii. Najwyższe możliwe osiągnięcie dla sportowca w kraju. Nadszedł czas, aby pomyśleć o karierze międzynarodowej.

Łukasz Laskowski / newspix.pl | Podczas meczu z USA na Mistrzostwach Świata 2014 w Polsce

Grecja

Wybór padł na ligę grecką – znacznie trudniejszą niż serbska. To było dla mnie wielkie wyzwanie. W Grecji spędziłem dwa sezony. W 2006/2007 reprezentowałem barwy zespołu GC Lamia, a w 2009/2010 Arisu Saloniki. Fani Arisu byli wspaniali. Gra dla nich to wielki honor. Będę ich zawsze ciepło wspominał, podobnie jak piękne greckie plaże i pyszną kawę. Z drużyną z Salonik udało mi się zdobyć brązowy medal, co było wielkim wydarzeniem. Po rundzie zasadniczej zajmowaliśmy 5 miejsce i nikt nie dawał nam większych szans. W ćwierćfinale przegraliśmy pierwszy mecz z Iraklisem gładko 3:0. W trakcie spotkania dał o sobie jednak znać gorący grecki temperament. Jeden z kibiców naszych rywali rzucił puszką w mojego kolegę z zespołu – Nikosa Roumeliotisa. Przez to wydarzenie Iraklis został dyscyplinarnie ukarany i sklasyfikowany na 8 miejscu. My awansowaliśmy do półfinału, ostatecznie kończąc sezon na 3 miejscu.

Włochy

Półwysep Apeniński jest równie bliski mojemu sercu jak Peloponez, a tamtejsza liga jest jedną z najsilniejszych na świecie. To zawsze determinowało moje wybory. Jako młody zawodnik musisz grać z najlepszymi, jeśli chcesz się dalej rozwijać. Do Włoch podczas swojej kariery wracałem trzykrotnie. Pierwszy etap to Perugia. Nie przez przypadek to właśnie w stolicy Umbrii jako jedynym miejscu poza Serbią spędziłem więcej niż pojedynczy sezon. Grałem tu w latach 2007-2009. Tutaj urodziło się moje pierwsze dziecko – córka Mia. Tutaj dzieliłem też szatnię z jednym z moich sportowych idoli – Goranem Vujevic’em. Kolejne etapy we Włoszech to Latina oraz Werona.

Rosja

W Rosji również grałem trzykrotnie. W sezonie 2011/2012 w Niżnym Nowogrodzie, w 2013/2014 w Ufie oraz w 2015/2016 w Nowosybirsku. Za pierwszym razem aklimatyzacja nie była łatwa. Klimat w Niżnym Nowogrodzie był zdecydowanie dużym wyzwaniem. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiego zimna. Moje ogólne wspomnienia są jednak zgoła odmienne niż pogoda – atmosfera w drużynie była bardzo ciepła. Wszyscy świetnie się dogadywaliśmy. To niesamowite jak relacje ludzkie mogą wpłynąć na odbiór miejsca, w którym się żyje.

Chiny

W 2014 roku przeniosłem swoje talenty do Państwa Środka. Wielu mogło to odebrać jako początek sportowej emerytury, jednak to nieprawda. Chiny aktualnie mocno inwestują w sport, a tamtejsza liga bardzo szybko się rozwija i dorównuje wielu rozgrywkom europejskim. Rok w Azji był dla mnie czymś nowym i bardzo egzotycznym. Mimo wszystko czas tam spędzony wspominam bardzo miło. Szczególnie, że wraz z moją drużyną – Fudan University zdobyliśmy Mistrzostwo. Szanghaj to jedno z najlepszych miast w jakich kiedykolwiek byłem. Żyło się tam wspaniale.

Życie w Paryżu było wszystkim tym, co najlepszego można sobie wyobrazić – wspaniałe miejsce, jedzenie i wino!

Francja

Krótszy sezon w Chinach dał mi możliwość dołączenia do zespołu Paris Volley i szansę na drugie Mistrzostwo w ciągu jednego sezonu. Niestety po bardzo zaciętym finale ulegliśmy w tie-breaku drużynie Tours VB i sezon zakończyliśmy na drugim miejscu. Życie w Paryżu było wszystkim tym, co najlepszego można sobie wyobrazić – wspaniałe miejsce, jedzenie i wino! Dla mnie to miasto bardzo wyjątkowe – to tu spotkałem miłość swojego życia i tu urodził się mój syn Noa. Posiadamy mieszkanie w Paryżu i śmiało mogę powiedzieć, że jest to mój drugi dom. Planuję tu zamieszkać po zakończeniu kariery. We Francji grałem także dwa lata później – w roku 2017, kiedy to pomogłem drużynie Rennes Volley 35 pod koniec sezonu awansować do Ligue A.

Archiwum prywatne | Sens mojego życia – rodzina

Niemcy

W roku 2016 podpisałem kontrakt z zespołem Berlin Recycling Volleys. Była to decyzja świadoma. Nasz syn miał wtedy miesiąc i nie chcieliśmy się przeprowadzać nigdzie dalej. Z czasu spędzonego w Niemczech najbardziej pamiętnym wspomnieniem jest występ w Superpucharze przeciwko VfB Friedrichshafen. W hali Mercedes Benz Arena zasiadło wtedy 15 000 osób. To niesamowite doświadczenie grać przed takim tłumem. W połowie sezonu za porozumieniem stron rozwiązałem kontrakt z zespołem. Dzięki temu pojawiła się okazja na jeszcze jedną egzotyczną przygodę…

Iran

Na ligę irańską zdecydowałem się z podobnych pobudek, co na ligę chińską. Iran dysponuje mocną reprezentacją, a tamtejsze rozgrywki bardzo szybko zyskują prestiż. Przeniosłem się do Teheranu, aby pomóc zespołowi Paykan w play-offach. Niestety nie udało się zdobyć Mistrzostwa. W finale ulegliśmy ekipie Sarmayeh Bank, reprezentowanej przez m.in. Łukasza Żygadło. Irańczycy to świetni i bardzo gościnni ludzie. Wywiozłem stąd wiele nowych przyjaźni.

Rumunia

W Rumunii spędziłem sezon 2017/2018. Klub, do którego trafiłem – Arcada Galati, chciał stworzyć najlepszy zespół w swojej historii i walczyć o najwyższe cele. Rzeczywiście udało się skompletować bardzo mocny skład. Moimi kolegami z drużyny byli między innymi dobrze znany w Polsce – rumuński atakujący Adrian Gontariu, mój rodak i kolega z reprezentacji – libero Neven Majstorovic oraz reprezentant Grecji i były zawodnik Jastrzębskiego Węgla – Dima Filippov. Razem udało nam się sięgnąć po Superpuchar i wicemistrzostwo Rumunii.

Polska

Na koniec mojej wyliczanki zostawiłem Polskę. Pierwszy raz grałem tu w sezonie 2012/2013, kiedy to reprezentowałem barwy rzeszowskiej Resovii. Pamiętam, że od czasów Grecji nigdzie nie doświadczyłem tak wspaniałych i zaangażowanych kibiców jak w Polsce. Właśnie dlatego bardzo się cieszę na myśl o nadchodzącym sezonie, kiedy znowu będę mógł odwiedzać wypełnione hale w całym kraju. Nad Wisłą spotkałem się też z wielką popularnością. W Serbii potrafię zjeść kolację w restauracji i pozostać niezauważonym. W Polsce bywało, że podczas zwykłego wyjścia do supermarketu rozdałem 50 autografów i zrobiłem drugie tyle zdjęć z kibicami. Zdumiewające!

Wracając do Resovii mieliśmy wtedy rewelacyjną drużynę. Atmosfera była wyborna. Utrzymywałem bardzo dobre relacje ze Zbigniewem Bartmanem, Krzysztofem Ignaczakiem czy Maciejem Dobrowolskim. Pomimo dopiero 4 miejsca po sezonie zasadniczym zagraliśmy wspaniale w fazie play-off. W półfinale pokonaliśmy rozstawioną z numerem pierwszym – Delectę Bydgoszcz, a w finale ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle.

Mateusz Bosiacki / Łuczniczka Bydgoszcz | Trening w moim nowym zespole

W nadchodzącym sezonie cele z bydgoskim Chemikiem są zgoła odmienne. Nikt nie mówi o mistrzostwie, ale mamy zespół złożony głównie z młodych zawodników oraz trenera z widocznym pomysłem na grę. Wierzę, że to wystarczy i będziemy w stanie konkurować z każdym zespołem w lidze. Jestem nastawiony bardzo pozytywnie i entuzjastycznie. Nie mogę się doczekać początku sezonu!

Aby moja historia była pełna nie mogę pominąć jeszcze jednego bardzo ważnego rozdziału w mojej karierze…

Indywidualnie zostałem wyróżniony tytułem najlepiej przyjmującego całej imprezy. Na dodatek w tym samym czasie na świat przyszło moje drugie dziecko – córka Ema. Niezapomniane chwile, które zawsze będę wspominał z wielkim sentymentem.

Reprezentacja

Miałem zaszczyt ponad 200 razy z dumą reprezentować barwy drużyny narodowej Serbii. Dzieliłem parkiet z wybitną generacją siatkarzy i wspólnie udało się odnieść kilka znaczących sukcesów. Ten największy miał miejsce w roku 2011. Dokładnie pamiętam konferencję prasową przed wyjazdem do Wiednia na Mistrzostwa Europy. Stanęliśmy wtedy przed dziennikarzami w składzie Ivan Milijkovic, Marko Podrascanin i ja. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że będziemy się cieszyć z 6 miejsca. Tak wtedy ocenialiśmy nasze możliwości. Z drugiej strony wszyscy bardzo ufaliśmy trenerowi Igorowi Kolakovic’owi i wierzyliśmy w jego plan – rozkręcania się z biegiem turnieju. Rzeczywiście, pierwsze mecze zaczęliśmy pomału, ale wraz z trwaniem imprezy czuliśmy się coraz pewniej, aby w półfinale pokazać pełnię naszych umiejętności i najlepszą grę na jaką nas było stać. Po arcy ciężkim boju pokonaliśmy Rosję 3:2 (25:23, 17:25, 22:25, 33:31, 15:13). W finale rozpędzeni wygraliśmy z Włochami 3:1 i zdobyliśmy Mistrzostwo Europy. Smakowało fantastycznie, tym bardziej, że na trybunach w stolicy Austrii znalazło się wielu naszych rodaków. Indywidualnie zostałem wyróżniony tytułem najlepiej przyjmującego całej imprezy. Na dodatek w tym samym czasie na świat przyszło moje drugie dziecko – córka Ema. Niezapomniane chwile, które zawsze będę wspominał z wielkim sentymentem.

Aleksandar Djorovic / newspix.pl | Lotnisko w Belgradzie – świętujemy zdobycie Mistrzostwa Europy w 2011 roku

Kolejny wielki moment mojej reprezentacyjnej kariery to rok 2010 i brązowy medal Mistrzostw Świata. Byliśmy o krok od wielkiego finału. W półfinale ulegliśmy Kubie 2:3 (25:22, 17:25, 29:31, 25:22, 14:16). Przy tak bliskim wyniku decydują detale. Bardzo drobne detale. Pamiętam nasze rozczarowanie, ale daliśmy z siebie wszystko. Zabrakło odrobiny szczęścia. Udało nam się jednak w porę odbudować i wygrać batalię o brązowy medal z Włochami 3:1. Pamiętam słowa naszego trenera Igora Kolakovic’a, który powiedział, że jest bardzo dumny z naszej postawy i z tego, że wróciliśmy mocniejsi, po tak bolesnej porażce z Kubą.

Tak oto w ogromnym skrócie prezentuje się moja dotychczasowa kariera. Głęboko wierzę, że w obecnym sezonie razem z Chemikiem Bydgoszcz dopiszę do niej kolejną piękną kartkę i nie będzie ona tylko tłem do bogatej historii.

Korzystając z okazji, wszystkim kibicom siatkówki w Polsce chciałbym życzyć wielu wrażeń i emocji z okazji rozpoczynającego się sezonu Plus Ligi. Niech będzie on ciekawy i zapamiętany przez Was na długo.

Z siatkarskimi pozdrowieniami,

Znaczek
Nikola Kovacevic 15.10.2018
Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.