Moja namiastka NBA

Paweł Śpica | 08.11.2018 Ryszard Wszołek / www.astoria.bydgoszcz.pl

Cała historia mojej gry w jednej z najlepszych reprezentacji młodzieżowych zaczęła się od ciężkiej pracy, ale też wielkiego szczęścia…

Przed tym szalonym powołaniem uczestniczyłem w kilku zgrupowaniach. Były to jednak bardziej obozy na szczeblach wojewódzkich i tylko raz brałem udział w konsultacji kadry narodowej rocznika 1993. Temat gry ucichł i nic nie zapowiadało, że jestem w kręgu zainteresowań. Przynajmniej do początku 2009 roku, gdy pewnego poranka obudził mnie telefon od trenera reprezentacji.

– „Pakuj się i przyjeżdżaj na zgrupowanie w Cetniewie”.

Te słowa usłyszałem będąc mocno zaspanym, ale zapamiętam je do końca życia. Wtedy myślałem, że to żart.

Okazało się, że z niewiadomych przyczyn na kadrę nie dojechało dwóch zawodników. Ja i mój kolega z Koszalina mieliśmy się stawić w ich miejsce jak najszybciej. Ojciec spakował nas w samochód i jeszcze tego samego dnia dojechaliśmy do Cetniewa.

Na zgrupowaniu najlepszych zawodników w Polsce miała zostać wybrana dwunastka kadrowiczów. Szczęśliwcy pojadą na turniej do Turcji, a w dalszej perspektywie na Mistrzostwa Europy U-16 na Litwie. Stawka była spora i nikt nie odpuszczał.

Zbigniew Bytomski / www.skm.basketmania.pl | Atmosferę w kadrze budowaliśmy od pierwszych zgrupowań

Byłem bardzo przestraszony. Grając w Koszalinie rzadko docieraliśmy do finałów Mistrzostw Polski w naszym roczniku. Nie znałem tych chłopaków. Nigdy nie widziałem jak grają i zapewne mało kto widział jak grałem ja. Szybko okazało się, że w ataku przebić się będzie bardzo ciężko. Konkurencja była przytłaczająca. Rywalizowałem przecież z Mateuszem Ponitką, Michałem Michalakiem czy Filipem Matczakiem. Wszyscy grają dzisiaj w czołowych klubach w Polsce i Europie. Swoją szansę odnalazłem w obronie. Trenerom spodobało się też, że nie marudzę oraz nie dyskutuję tylko rzetelnie wykonuję polecenia.

Nie znałem wielu niuansów taktycznych, czy nawet koszykarskiego języka stosowanego na tym poziomie. Pamiętam sytuację, gdy mieliśmy ćwiczyć rzuty po tzw. flare screen. Pech chciał, że byłem pierwszy w kolejce. Ruszyłem w stronę kosza i gdy miałem zrobić ten konkretny ruch stanąłem jak zamurowany, nie wiedząc co robić. Nie potrafiłem nawet dobrze udawać, aby wyjść z tej sytuacji z twarzą. Usłyszałem tylko krzyk trenera i pobiegłem na koniec kolejki. Szybko podpatrzyłem o co chodzi i dalej wszystko poszło jak należy. Starałem się słuchać i chłonąć jak najwięcej, aby możliwie najszybciej nadrobić zaległości. Pomogło! Zgrupowanie zakończyło się sukcesem i powołaniem na turniej do Turcji. Później na kolejne, aż w końcu udało się wywalczyć bilet na Mistrzostwa Europy U-16 w Kownie.

Zbigniew Bytomski / www.skm.basketmania.pl | Rok 2010, zgrupowanie kadry

Na samym turnieju nie grałem zbyt wiele. Wciąż jednak skrupulatnie robiłem to, czego wymagali ode mnie trenerzy i wywiązywałem się z tego całkiem nieźle. To było pierwsze zetknięcie ze znakomitymi reprezentacjami i przyszłymi gwiazdami światowej koszykówki. Osobiście zapamiętam ten turniej do końca życia przez małe rzeczy. Jedną z nich było przechwyt piłki z rąk Dario Sarica, aktualnie filaru zespołu NBA – Philadelphia 76ers. Zapamiętam również radość, po tym jak moje zdjęcie umieszczone zostało na głównej stronie turnieju z dopiskiem, że po tej akcji dałem sygnał kolegom do ataku. W rezultacie czego odrobiliśmy straty i wygraliśmy mecz. W spotkaniu o trzecie miejsce z reprezentacją Serbii po udanym dla mnie początku, na drugą połowę wyszedłem w pierwszej piątce. Ostatecznie przegraliśmy, ale czwarte miejsce i tak było dla nas ogromnym sukcesem. Co najważniejsze zakwalifikowaliśmy się na turniej życia – Mistrzostwa Świata U-17 w 2010 roku.

Osobiście zapamiętam ten turniej do końca życia przez małe rzeczy. Jedną z nich było przechwyt piłki z rąk Dario Sarica, aktualnie filaru zespołu NBA – Philadelphia 76ers.

Z perspektywy czasu mam sporo przemyśleń na temat tego turnieju… Mógł odbyć się w wielu zakątkach świata, a został rozegrany „pod nosem” – w Hamburgu, ale w końcu nie o zwiedzanie chodziło, a o grę. Ta była wręcz koncertowa. Do tego rywalizacja nie tylko z najlepszymi, ale również egzotycznymi dla nas ekipami – Chiny, Australia, Kanada, USA, a także starzy znajomi – Hiszpania czy Litwa.

Oczywiście cała uwaga była skupiona na reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Atletyczni zawodnicy zza oceanu robili niesamowite wrażenie. Nie zapomnę momentu, kiedy weszliśmy na halę po raz pierwszy, gdy akurat grali. Chwilę po naszym wejściu jeden z zawodników był bliski zapakowania piłki do kosza razem z obrońcą, wybijając się przy tym z jakiejś niebotycznej odległości. Po prostu Space Jam!

Wracając do mnie, miałem spore oczekiwania, ponieważ w meczach sparingowych grałem dużo i całkiem nieźle. Bardzo chciałem się pokazać na tych mistrzostwach od jak najlepszej strony. Rzeczywistość okazała się jednak dla mnie brutalna. Grałem bardzo mało, z czym nie mogłem się pogodzić… Byłem już kolejny rok z rzędu w kadrze. Wywiązywałem się dobrze ze swoich zadań. Robiłem to, co do mnie należało, a wciąż dostawałem mało szans na parkiecie. Zacząłem odczuwać frustrację. Jako, że byłem bardzo młody, to chciałem swoją złość wszem i wobec okazać. Trenerzy rozmawiali ze mną, ale ja oczywiście wiedziałem swoje.

FIBA | Wicemistrzowie Świata na chwilę przed wręczeniem medali!

Teraz wiem, że było to głupie zachowanie. Umiejętnościami nie byłem w stanie rywalizować z lepszymi od siebie. Nie dziwię się, że grałem mało. Sam na miejscu trenerów zdecydowałbym tak samo. Wtedy jednak złość zabrała mi radość z tego, czego dokonaliśmy.

Dziś ogromnie się cieszę z tych małych rzeczy, które zrobiłem w Hamburgu. Jestem dumny z występu w ostatnim meczu grupowym z Hiszpanią. Mieliśmy już wtedy zapewniony awans. Przed ostatnią kwartą przegrywaliśmy 9 punktami. Trener Szambelan dał odpocząć podstawowej piątce i wpuścił na parkiet głęboką rezerwę. Miałem wrażenie, że odpuszczamy już ten mecz, nie wierząc w zwycięstwo, a gracze pierwszoplanowi mieli złapać oddech przed fazą pucharową. Rezerwowi ze mną na parkiecie zagrali bardzo dobrze. Przewaga Hiszpanów topniała z minuty na minutę. Będąc blisko remisu trener wpuścił ponownie wypoczętą pierwszą piątkę, a spotkanie wygraliśmy po dogrywce.

To była wielka radość pracować z najlepszymi w mojej ocenie trenerami od młodzieżowej koszykówki – Jerzym Szambelanem, Tomaszem Niedbalskim oraz Grzegorzem Zielińskim.

Końcowy wynik trzeba nazwać wielkim sukcesem! Jako reprezentacja Polski nie byliśmy faworytem na tym turnieju. Amerykanie, Hiszpanie, Litwini czy Kanadyjczycy na papierze mieli większy potencjał. My mieliśmy natomiast naprawdę zgrany kolektyw i świetny sztab trenerski. To była wielka radość pracować z najlepszymi w mojej ocenie trenerami od młodzieżowej koszykówki – Jerzym Szambelanem, Tomaszem Niedbalskim oraz Grzegorzem Zielińskim.

Z każdą kolejną wygraną na parkietach w Hamburgu nasze apetyty rosły. Czuliśmy się coraz bardziej pewni siebie. Na koniec fazy grupowej, razem z Amerykanami byliśmy jedynymi niepokonanymi na turnieju zespołami. Zwycięstwa w grupie z Kanadą czy Hiszpanią potwierdzały tylko naszą świetną dyspozycję. W ćwierćfinale, zaskakująco łatwo, różnicą aż 30 punktów pokonaliśmy Serbów. W półfinale sprawiliśmy kolejną niespodziankę zwyciężając z reprezentacją Litwy 75:65. W końcu przyszedł czas na wielki finał z USA. Po dotychczasowych świetnych występach słyszeliśmy nawet głosy, że jesteśmy jedyną drużyną, która może ich zatrzymać.

FIBA | MVP turnieju, obecnie gwiazda NBA – Bradley Beal oraz wręczający mu nagrodę Dirk Nowitzki

11 Lipca 2010 roku. Hamburg. Finał Mistrzostw Świata. Polska – USA. Byłem częścią tej historycznej chwili. Tylko garstka ludzi może dostąpić takiego zaszczytu. Wtedy jeszcze nie do końca zdawałem sobie sprawę przeciwko komu grałem. Teraz śledzę ich losy w najlepszej lidze świata. Quinn Cook to aktualny mistrz NBA z Golden State Warriors, Bradley Beal – czołowa postać Washington Wizards, Andre Drummond – gwiazda Detroit Pistons. Mecz niestety przegraliśmy. Fizyczność oraz technika rywali nas przerosły. Musiałoby się złożyć naprawdę wiele czynników, abyśmy mogli nawiązać choćby równorzędną walkę. Samo wyjście na parkiet w tym spotkaniu to wspaniałe uczucie. Mecz był już wtedy rozstrzygnięty, ale zdobycie trzech punktów w finale Mistrzostw Świata zapamiętam do końca życia!

11 Lipca 2010 roku. Hamburg. Finał Mistrzostw Świata. Polska – USA. Byłem częścią tej historycznej chwili. Tylko garstka ludzi może dostąpić takiego zaszczytu.

Po tym turnieju moja kariera w reprezentacji zmierzała ku końcowi. Definitywnie zakończyła się przed turniejem Mistrzostw Europy do lat 18, który odbywał się w Polsce. Po zgrupowaniu podziękowano mi, a ja nie czułem nawet złości. Byłem wdzięczny, że obdarowano mnie kredytem zaufania i mogłem wziąć udział w tak wspaniałej przygodzie. Byłem częścią fantastycznej drużyny. Dumnie reprezentowałem Polskę. Rywalizowałem z przyszłymi gwiazdami NBA. Zostałem srebrnym medalistą Mistrzostw Świata. Będzie się czym chwalić dzieciom na stare lata!

Znaczek
Paweł Śpica 08.11.2018
Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.