Kartka z pamiętnika

Gosia Wiejak | 05.11.2018 Archiwum Prywatne
Spała, 08.07.2016
3 dni po ogłoszeniu składu na IO

Igrzyska Olimpijskie – marzenie każdego sportowca. Pierwsza myśl, jaka wypełniała moją głowę, gdy wstawałam rano i ostatnia, kiedy kładłam się spać. Napędzała mnie do morderczej pracy. Pozwalała przetrwać najgorszy okres w moim życiu, jakim było 2-letnie zawieszenie. To myśl o Igrzyskach pozbierała mnie w całość, dawała motywację do pracy, pozwoliła uwierzyć, że mogę być OLIMPIJKĄ, mogę spełnić swoje marzenia…

Rok 2014 przetrenowałam bardzo mocno. Połączyłam treningi ciężarowe z treningiem crossfit. Nauczyłam się wielu rzeczy. Przełamałam wiele barier psychicznych, a co najważniejsze – uwierzyłam w siebie. Poznałam grono ludzi, którzy dostrzegli we mnie wartościową osobę. Ludzi, którzy nauczyli mnie jak cieszyć się swoją pracą, którzy pokazali mi drogę do sukcesu i samorealizacji. Codziennie myślałam o Igrzyskach, startach na arenie międzynarodowej, biciu rekordów Polski. Wszystko szło po mojej myśli. Pobijałam rekordy życiowe, wzmocniłam się psychicznie i uspokoiłam duchowo. Jak to mówią: C.U.D. czyli: ciało, umysł i duch – w każdym aspekcie czułam harmonię, co było dobrą prognozą na przyszłość.

W rok 2015 wkroczyłam bardzo zmotywowana. Postanowienia noworoczne, których listę tak skrupulatnie przygotowujemy – pojawiły się także u mnie. Jednym z ważniejszych było ograniczenie spożywania alkoholu, żadnych libacji i przedłużających się weekendów. Postanowiłam skupić się przede wszystkim na ciężkiej pracy. Najważniejszy start w tym sezonie to listopadowe Mistrzostwa Świata. Impreza, na której po raz pierwszy będę walczyć o kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie w Rio.

Niestety, złoty medal Mistrzostw Polski przegrałam o zaledwie 1 kg z zawodniczką ważącą o 60 kilogramów więcej ode mnie.

Tak jak sobie postanowiłam – słowa dotrzymałam. Okres od stycznia do października to ciężka praca. Praca, wykonana bardzo dobrze, co dało mi spokojną głowę przed nadchodzącymi Mistrzostwami Polski. Emocje mi towarzyszące były duże, tym bardziej że wracałam do gry po długim zawieszeniu.

Archiwum Prywatne | Odzyskanie radości z trenowania pozwoliło mi zrobić krok naprzód

Do Makowa Mazowieckiego, w którym odbywały się Mistrzostwa kraju jechałam bardzo dobrze przygotowana i pewna siebie. Wykonaliśmy z trenerem Piotrem Wysockim kawał dobrej roboty. Startowałam w najcięższej kategorii, czyli powyżej 75 kg. Jednocześnie musiałam przestrzegać limitu wagowego i nie przekroczyć 77 kg jeśli chciałam dołączyć do kadry na listopadowe Mistrzostwa Świata. Tam planowałam rywalizować w kategorii do 75 kg, więc zbijanie ciężaru z wyższego poziomu w krótkim czasie mogłoby odbić się negatywnie na mojej dyspozycji.

Niestety, złoty medal Mistrzostw Polski przegrałam o zaledwie 1 kg z zawodniczką ważącą o 60 kilogramów więcej ode mnie. Porażka mocno mną wstrząsnęła. Czułam ogromne rozczarowanie. Zwłaszcza, że jak się później okazało – niesłusznie zaliczano podejścia mojej przeciwniczce. W swoich próbach robiła tzw. dociski, czyli jej łokcie w momencie wybicia sztangi były ugięte, podczas gdy powinny być wyprostowane. Byłam na siebie zła, że nie spełniłam swoich założeń, które miałam przed tą imprezą. Moim celem było uzyskanie 230 kg w dwuboju. Niestety zawody skończyłam z wynikiem 228 kg – 104 w rwaniu i 124 w podrzucie. Przy wadze 76,5 kilogramów jaką wówczas miałam, wynik był przyzwoity. Gdybym na tej samej imprezie startowała w kategorii do 75 kg, do złota wystarczyłoby 210 kg w dwuboju. Cóż, po prostu pech. Wiedziałam jednak, że szybko muszę się pozbierać i znaleźć motywację do pracy nad ulepszeniem swojej formy. Przede mną przecież znacznie ważniejsze zawody…

‘Gocha, jeżeli przegrasz teraz złoto – ściągasz buty na pomoście i kończysz swoją karierę’.

Zbliżały się moje pierwsze Mistrzostwa Świata seniorek. Do samego wylotu do USA byłam pewna swoich możliwości. Od strony mentalnej czułam się gotowa – wiedziałam po co tam jadę, nie bałam się startu. Mimo iż moja treningowa waga wynosiła około 80 kilogramów, w samych zawodach wystąpiłam w kategorii do 75 kg.

Efektem spadku masy ciała był brak sił na starcie. Wyrwałam 103 kg. Atakowałam nawet rekord Polski seniorek wynoszący 107 kg, jednak próba była minimalnie nieudana. W podrzucie poszło nieco gorzej. Spaliłam pierwsze podejście. W głowie pojawiła się lekka panika, którą na szczęście udało się szybko opanować. Poprawiłam 120 kg w drugiej próbie. W trzecim podejściu zaatakowałam wynik 124 kg, niestety nieudolnie. Być może długie oczekiwanie na swoje podejścia wybiły mnie wtedy z rytmu. Pomimo średniego wyniku jaki uzyskałam w Houston, uważam że moje przygotowanie fizyczne i mentalne było jednym z lepszych, jakie kiedykolwiek miałam na tak dużych zawodach. Czułam, że jestem dobrze przygotowana, że walczę o swoje. Głowa była w stu procentach pozytywnie nastawiona. Byłam TU i TERAZ… Ostatecznie uplasowałam się na 18 miejscu. Zdecydowanie poniżej oczekiwań. Ze Stanów wróciłam załamana. Nie potrafiłam znaleźć przyczyny słabego występu. Zrobiłam wszystko co mogłam. Byłam przekonana o swojej sile, a jednak wynik był daleki od ideału.

Kowalfoto / pzpc.pl | Mistrzostwa Świata w Houston, 2015 rok

Nastał ciężki czas. Rozczarowanie kibiców, rozczarowanie trenera, a co najgorsze – straciłam wiarę w siebie i w to, że potrafię dźwigać. Po ułożeniu sobie wszystkiego w głowie, w 2016 roku postanowiłam kontynuować treningi z ogromnym zaangażowaniem. Od stycznia do kwietnia trenowałam mocno i dużo. Dałam z siebie wszystko, a mimo to występ na Mistrzostwach Europy w Norwegii to totalna porażka. Zrobiłam wynik, który mnie zażenował. Po raz kolejny pojawiły się myśli, że nie potrafię dźwigać, że nie nadaję się do tego sportu. Trenowałam więcej, a nie przekładało się to na oczekiwane wyniki. Jedyne moje usprawiedliwienie to fakt, że przebywając od stycznia na zgrupowaniach kadry narodowej, szkoliłyśmy się same. Trener, w którym widziałam swojego ‘guru’ stracił we mnie wiarę po Mistrzostwach Świata. Wprawdzie mogłam liczyć na jego pomoc, gdy zgłosiłam się z jakimś problemem, jednak nie widziałam już w nim takiego zaangażowania jak wcześniej. W samotności uczyłam się słuchać własnego organizmu oraz dobierać plan treningowy. Eksperyment, który nie miał prawa się udać.  Nie mogłam się z tym pogodzić. Za wszelką cenę chciałam udowodnić sobie i trenerowi, że coś potrafię. Próbowałam różnych rozwiązań treningowych, które nie przynosiły pożądanego efektu. Jedyne co po tych próbach pozostało to kontuzje, mętlik w głowie, brak wiary we własne możliwości i poczucie wypalenia…

Do Rio pozostawały wciąż 3 miesiące. Postanowiłam, że nie poddam się i będę walczyła do samego końca, choć w głowie miałam już myśli, że nigdzie nie jadę. Wyparłam Igrzyska ze swojej świadomości, a przecież to one nadawały sens moim przygotowaniom po zawieszeniu. Trenowałam ciężko i sumiennie. Po drodze były jeszcze Mistrzostwa Polski, przed którymi toczyłam w myślach debatę: rywalizować w wyższej kategorii wagowej, czy zbić wagę i ‘na spokojnie’ zdobyć złoty medal. Nauczona doświadczeniami z poprzednich Mistrzostw stwierdziłam, że nie będę ryzykować. Zbiłam wagę, chociaż wiedziałam, że decydując się na to – nie zrobię wyniku. Moja pewność siebie omal nie zgubiła mnie kolejny raz. Po rwaniu byłam druga. W przerwie przed podrzutem powiedziałam sobie: ‘Gocha, jeżeli przegrasz teraz złoto – ściągasz buty na pomoście i kończysz swoją karierę’. Wiedziałam, że w drugiej konkurencji nie ma miejsca na błąd. Wygrałam te Mistrzostwa wynikiem 220 kg w dwuboju. Mimo to nie odczuwałam satysfakcji. Byłam wręcz rozczarowana swoją postawą. Zgubiłam w sobie wojownika, którym byłam.

Być może sen o Rio był mi potrzebny, abym przetrwała okres zawieszenia i miała motywację do kontynuowania treningów.

Cztery dni po Mistrzostwach Polski nadszedł czas na ostateczny sprawdzian. Władze PZPC uznały za konieczne przeprowadzenie dodatkowej próby, ponieważ nie były zadowolone z uzyskanych wyników na Mistrzostwach Polski. Miejsce w rywalizacji kobiet na IO było tylko jedno. Losy o wyłonieniu jedynej reprezentantki wkroczyły w decydującą fazę. Powiedziałam sobie, że zrobię tyle ile będę mogła. Zrobiłam za mało. Dźwignęłam 97, a podrzuciłam 120. Wyjazd na najważniejsze zawody mojego życia przegrałam 5 kilogramami. Jestem przekonana, że gdybym była w takiej dyspozycji jak przed Mistrzostwami Świata rok wcześniej, zapewne to ja kroczyłabym wśród innych reprezentantów kraju na ceremonii otwarcia Igrzysk.

Kowalfoto / pzpc.pl | Moje rozczarowanie podczas Mistrzostw Świata w Houston

Zostawmy jednak gdybanie. Prawda jest taka, że dałam z siebie tyle ile na tamten czas mogłam. Zabrakło serca w ostatnich etapach przygotowań, zabrakło spokoju i konkretnego planu. Wszystko było szarpane. Treningi, ciągłe wywoływanie formy, kłótnie z trenerem, niezgoda z samą sobą. Wydaje mi się, że Igrzyska przegrałam już po Mistrzostwach Europy, kiedy się załamałam. Ambicja nie pozwalała mi rozłożyć rąk i powiedzieć ‘pieprzyć to, nie zależy mi’. Głowa poddała się podświadomie po paśmie niepowodzeń. Może dla innych sportowców miejsca, które zajmowałam byłyby satysfakcjonujące. Dla mnie nie były. Uważam tamten okres za bardzo niezadowalający.

Wracając po przerwie w 2015 roku byłam pełna nadziei i głodna sukcesu. Tymczasem zetknęłam się z wielką ścianą. Presja i oczekiwania mnie przerosły. Nie osiągnęłam oczekiwanych rezultatów. Patrząc z drugiej strony, jestem też z siebie dumna. Mimo wielu niepowodzeń nie poddałam się i walczyłam do końca. Być może sen o Rio był mi potrzebny, abym przetrwała okres zawieszenia i miała motywację do kontynuowania treningów. Obracam tamten czas w lekcję i wierzę, że wyjdzie mi ona jeszcze na dobre. Zawody w Brazylii już na zawsze pozostaną moim niespełnionym marzeniem. Wiem jednak, że przez najbliższe lata będę dalej ciężko trenowała, aby pojechać do Tokio i spełnić swoje marzenie o występie na Igrzyskach. Zakończyłabym wtedy karierę jako spełniony sportowiec…

Znaczek
Gosia Wiejak 05.11.2018
Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce.